Lilypie Fifth Birthday tickers Lilypie Third Birthday tickers
RSS
wtorek, 24 stycznia 2012
pomarańcze
po kilku dniach walki z przeziębieniem nowym Bibianny diagnoza była zwalająca z nóg - zapalenie płuc. Wczoraj ostatni antybiotyk dostała...Frapujące to schorzenie, groźne a niewinne pozornie.jUju nie chciał być gorszy, uderzył w gardło i nos, pociąg, zaciąg i gorączka. Bez antybiotyków. W piątek glejt na ich dobrą formę dostałam. A wczoraj obydwoje mieli gorączkę znowu!
Jak w "wyborze Zofii". Wezmę jedno dziecko, wywiozę i uratuję. Bo nas, razem, w kupie - nie da się ocalić. Bo cały zeszły tydzień pracowity z nadzieją na przyjacielskie spotkanie trwałam. A Strzelec zachorował w spotkania dniu.

A poza tym to chciałabym odzyskać moje życie. Sprzed 3 stycznia. Bo przygnębienie, niemoc, złość trwale rzeźbią i uniemożliwiają latanie. Chcesz zapomnieć, nie ma jak. Chcesz się zaśmiać - nie wypada. 

Ale za to dobry i ładny dzień z dziećmi moimi miałam. Dzisiaj nie mieli gorączki co ciekawe, choć gotowa na kolejne gabinety byłam. Wyprowadziłam ich jak pieski, na króciutki spacer. W końcu ze smakiem zjedli zupę. Programowo ich tuczyłam. Muszę jakoś tę straszną bladość z nich wygonić. 

Skoro nie ma zimy, wiosno przybywaj. Mam nowe buty, bluzki i spodnie. Kolorowe. No chodź.

Bibiana lubi pomarańcze!
23:33, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 stycznia 2012
to nie jest śmieszne tato!
są różne cykle, żyję w cyklach. 
Jeden to ciepła głowa - termometr- 37,7 + suchy kaszel. Bibi świętuje powrót z wakacji, Bibi co dopiero co anginę 10 dni leczyła. kurwa jebana mać.
W ilu ja gabinetach byłam ostatnio? Ile razy biadoliłam, że nie mam lekarza na telefon, zaufanego? To od nowa, start.
Ale mieliśmy piękne choć krótkie wakacje. Początek średni- 14 stopni w mieszkaniu i brak zrozumienia rezydentki. Ale jaki sen świetny! Przypomniały mi się dawne czasy, dawne mieszkanie. Po naprawieniu kaloryferów i obfitych opadach śniegu Zakopane wyglądało jak z bajki! Gubałówka, dolina kościeliska i my w roli koni dla dzieci w sankach, ich ceglane wypieki, codzienne spacery, Kasprowy jUju ze Strzelcem. Oscypki z żurawiną, pstrągi, brak jadalnego rosołu ( w górach! jak można takie syfy podawać???), galaretka z owocami i bitą śmietaną.

Wspomnienia, dużo wspomnień, głównie Strzelca, tyle jego wspaniałych wypraw z ojcem.

A potem dogoniło nas złe. I wszystko niby takie samo było tylko zepsute od środka, dla dzieci budowane a my w szoku. Taka niemoc, złość, smutek, rozpacz, niezgoda - nie możemy się pozbierać. Nieznane tereny, procedury. Rozdarcie. Co powiedzieć dzieciom, co powiedzieć jUju? Łatwiej zorganizować życie, zasypać wyrwę w logistyce niż spokojnie zasnąć.

A Bibi po prostu gada i gada. Patrzy poważnie tacie w oczy i mówi to nie jest śmieszne tato! Bardzo jest wrażliwa na uwagi, wpada w histerię w sekundę. To dosyć trudne, szukam rozwiązań, tulę, tłumaczę. Dziewczynka ta ma hopla na punkcie koników, dwa a teraz trzy małe plastikowe szkarady wszędzie ze sobą nosi. Plus małą hello kitty z opakowania jogurtu, takie teraz jogurty się sprzedaje... Muszą być, wszędzie razem, basta. Niechęć do nowych kurtek, czapek, fryzur ma silną ale potrafi zaskoczyć i nagle nową czapkę wybiera a gumkę aby zrobić ogonek sama przynosi...Co dzień coś. Lubię to, że jest czuła, pogodna, okazuje uczucia bratu i jak my wszyscy pokochała Pipi. Bo ja, stara mama, wciągnęłąm się w pannę pończoszankę na równi z dziećmi! A gdy miała Willę Śmiesznotkę opuścić to płakałam jak bóbr! Ja jestem od Pipi, Mikołajka ze wszystkich książek tłuką razem z tatą.

A wczoraj pani w przedszkolu dała mi na kartce rolę jUju w przedstawieniu na dzień babci i dziadka. Z wrażenia - zgubiłam ją. 

A mówi się, że to dzieci sprawiają kłopoty. Rodzice są tacy niedoceniani.


22:54, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 grudnia 2011
mamo tocham cię!
jeżeli choroba jUju wywoływała wojny, to jak ująć to co działo się gdy ledwie wyzdrowiał synek a Strzelec padł a chwilę później Bibi? Masakra. Lewitowałam przez tydzień będąc podającą, odbierającą, psa wyprowadzającą, zupę zabezpieczającą, czytającą, pocieszającą a do tego pracującą zawodowo mamą. Dwa razy brało i mnie, skończyło się na 4 dniach rozwolnienia. Każdy jakoś tego wirusa musiał przetrawić. jUju przewalczyliśmy bez antybiotyków ale z antybiotykiem pozostała dwójka. Bibi na 10 dni - angina!!!

Była taka jedna noc, kolejna dla mnie bez snu - gdy leżała ze mną i dyszała od gorączki, kręciła się i popłakiwała. STRASZNE.

I tak przystąpiliśmy do świąt. Nie posprzątani, z minimalnymi zakupami, pierwszy raz w życiu bez radości przystąpiłam do pakowania prezentów. Ja!!! To dla mnie zawsze najfajniejsze z przygotowań było...Bo do chorób, do zmęczenia jeszcze waśnie rodzinne doszły i naprawdę nie było na co czekać.

W Wigilię pracowałam i kiedy po 14 weszłam do mojego szpitalo-domu Bibi rzekła spokojnie i wyraźnie mamo tocham cie! Rzekła to pierwszy raz w życiu więc doprawdy...

Bo chyba za mało łapię ten jej galopujący mowy strumień. Zacznijmy od słownika:

japa to małpa, jaba żabą jest.
zebaa to zebra a hau hau to pies
toń woła na konia a totem kot jest
didis to tygrys a dodyl to krokodyl
no a krowa muu

sceny rozmaite bywają, generalnie wśród zwierząt najczęściej. klasyczny obraz- Bibi przy stoliku ze zwierzętami gada, lub w wannie, jak dziś:
witam, witam powiedziała świnta mijając owieczkę.
jadę do domu odkrzyknęła owieczta.
świnto do domu jest jupa! poinformowała świńska mama.
dodże mamo jusz ide przyklasnęła świnta.

składnia jest cudna, choć zachowanie karygodne:
cicho ty mój mamo! to moje dom! sio mój mamo!

bez obczajki w poczekalni u lekarza :
cicho dzieci! cichooooo!
i tamże : o ty daniu! (co jest wariacją na temat dziadkowego "och ty draniu!")

postępy językowe idą w parze z niesamowitym kryzysem emocji. Czy to bunt 2 latka czy inne coś ale Bibi : płacze o wszystko a łzy jak jeziora, nie zgadza się na 90% ubrań, odmawia noszenia spódnic, sukienek, kucyków, warkoczyków. W zły humor wprawić może ją wszystko, bywają dni przepłakane, przewisiane na mnie. Zaskakująco spokojnie do tego podchodzę. Najgorsza histeria - jak 20 minut wycia pod domem gdy chciałam ją w foteliku juja posadzić a nie miałam w samochodzie innego - proszę bardzo. A przecież nie miałam tej cierpliwości przy jUju!!! Nie wiem, suche fakty.

***
mimo wszystko święta udane i blisko my. oczyszczające rozmowy, jak za dawnych lat wigilia - z moimi rodzicami. Żal straszny tylko, że ta twierdza musi trwać, i że wyczekiwany przez nas wszystkich z kajtkiem bal nie odbędzie się. Nie wiem jak to powiedzieć jUju. Bo zamrożonemu kurczakowi nic tłumaczyć nie muszę.

ps. Jasełka przedszkolne były, sama byłam. jUju zniósł to godnie ale ściskało mi serce gdy widziałam jak wzrokiem po sali kogoś jeszcze szuka. Gwiazdką był, śpiewał, recytował...jak dla mnie zbyt dużo baletu panie w tym szoł zamieściły. A do tego jUju zaliczył klasyczną dziewczęcą wpadkę - za rajstopy zaczepiła mu się biała sukienka i dupinką świecił. Ale za to jak pięknie!
23:10, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 grudnia 2011
złe sny
Lekko białe ulice, ale raczej na krótko! Co za zima...Początek grudnia, na plusie, bez bałwanów...

a, że dzieci kaszlą i smarczą? Wiadomo, na zaawansowanym etapie macierzyństwa skóra grubieje na infekcje, serce mniej łopocze a nawet można spać. do czasu.

jUju od poniedziałku złomotany, wirusowe zapalenie gardła. Wirusy - wiadomo - wredne i nie ma jak tłuc. Więc syropy i napoje. A tu kaszel straszliwy i do tego wielka gorączka. Ale i tak najgorsze - złe sny. Boję się się zasnąć mamo, nie chcę mieć tych strasznych snów.
Nie dociekam co mu się śni, może powinnam? 

Ze Strzelcem sami lewitujemy z lęku i nocnych wstawań. Ze Strzelcem kosę mam zawsze gdy choroba w domu. Jest zły gdy ja choruję, jest w panice gdy chorują dzieci. W jego świecie istnieją lekarstwa od ręki pokonujące każdą chorobę. Tylko, że nie znamy lekarzy z identyczną wiedzą... Byleby nie było nocnych kaskad kaszlu, gorączki, przelewania się i biedności...W moim świecie wszystko musi mieć swój rytm,początek i koniec, choroba musi mieć przesilenie, złe musi być wypocone a rosół to lek na wszystko. I tak ponad kaszlem my warczymy sobie.

A gdzieś tam w tle galopujemy do świąt, mam wszystkie prezenty! To duma, to radość, oszukałam pośpieszne wariactwo ostatniego przed wigilią dnia...Dzieci kolęd jak przebojów słuchają, jUju do przedszkola na jasełka "Przybieżeli" kuje. 21 grudnia one, czy wyzdrowieje on?
Potem w pracy sylwestrowa spinka i do urlopu. I ty właśnie śnieg bardzo by się przydał.

***
fiut, pała - te wyrazy jUju pieści i uwielbia, awantury o nie i bany za nie ma. Ale, ale. Podsłuchując tu i tam opowieści z życia dzieci teorię zbudowałam - na tym etapie chłopcy chłopięcymi a dziewczyny dziewczęcymi organami się przekrzykują i wulgaryzują. I tu niespodzianka , minut temu 5. Cipa cipa, Bibi ma cipę krzyczy chory chłopiec. I obleśnie przy każdej "cipie" się krzywi. I prawie widzę go wśród kolegów, pozornie jak i on maluńkich i słodkich jak zza szafek dziewczynom "cipą" dowalają...Jezu.

23:04, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 listopada 2011
będzie niebo
wieje i to tak dziwnie, że pies próbuje cały czas (niezauważony) wejść na nasze łóżko...

Mam zdarte gardło i boli. zapewne także z choroby, wszystko się pomieszało, głos skrzypi w efekcie.

Bo darłam się i śpiewałam najgłośniej jak mogłam na koncercie fundacji co pod opieką dzieci chorujące na raka ma.

Strasznie się bałam, jak to będzie z dziećmi tymi oko w oko stanąć. Było najzwyczajniej w świecie! Dzieci jak dzieci, peruki u niektórych rozpoznałam dopiero po jakimś czasie, wesołe, rozbiegane, kochane.

Bo ciężar świadomości niosą ich rodzice...Ściska mnie za gardło ich męstwo. Radowanie. Towarzyszenie. Kiedy wiesz, że sytuacja bardzo trudna jest.

Nie pojmuję tego ogromu emocji.

Na scenie nie czułam bólu gardła, śpiewałam jak oszalała, jak głupia. I ryczałam i nawet tego nie ukrywałam. Bo nie wiem jak zaśpiewać "zawsze niech będzie słońce, zawsze niech będzie niebo" w takich okolicznościach.

Bardzo jestem szczęśliwa, że nie wycofaliśmy się, nie uciekliśmy. To było mocne i ostre doświadczenie. Pionowanie. Ostrzeżenie.
00:11, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 listopada 2011
pipi
Bibiana gada właściwie wszystko a wszystko w jej ustach brzmi lekko inaczej niż w moich. Ale genetyczna magia zapewnia 100% porozumienia.

Nie możemy go znaleźć w kwestii życia bez pieluchy. Temat jej nie dotyczy, nie chce ćwiczyć, nie chce nocnika, nie nie nie. A chodzenie bez pieluchy to kałuża lub gorzej - mimo nieustannego przypominania. Nie wiem co czynić, dziewczynę niebawem trzeba będzie zapisywać do przedszkola wszak :) [znowu nas te nerwy z terminami czekają]. A odparzenia nękają nas straszne, to nie są maluszka siki, to siki z metalu, ze kwasu...

Myślę od dwóch kwestiach dużo - na ile zostając rodzicem tracimy prawo do tego co przyjemne, tego co dla przyjemności. Gonię nieustannie za tym co MUSZĘ, muszę zrobić. Muszę także dbać o przyjemność dzieci. Muszę- dbać- o ich przyjemność. Czasami kosztem własnej.

Ale dobrze się żyje z perspektywą wakacji i taką zbudowaliśmy!

A najciekawsze w ostatnich dniach jest zakończenie dominacji Julka i Julki! Pokonała ich i wyparła (dwa tygodnie, poważna sprawa!) Pipi Pończoszanka!!!!

Gdybym była nieco inna i napisała jakie mi zdarzają się twarze, nazwiska, zajęcie w cyklach dzień za dniem...Niech tak zostanie, tak ma trwać!!!
21:42, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 listopada 2011
kocyk
jakaś forma depresji pourodzinowej mnie dopadła, sporo złych emocji.

dzisiaj cały dzień z Nimi. więc Bibi - mała zebra szuka dużej...

dzie jesteś mama? szuka mamy mała zebra
o tu jesteś! cieszy się mała zebra
co jobiś tu mama? dopytuje mała zebra
już choć! stanowczo mała zebra przywołuje matkę

te dwie zebry to Bibiany ulubienice, mama i córka, czasami dołącza mały konik - Marusia.

w nocy pracowałam, więc pół dnia lewituję, przy nich. Bibi poszła spać, jUju mini mini, przysypiam przy nim...i nagle czuję ciepło i całusa! Mój mini mini synek NAKRYŁ mnie i pocałował w głowę. 
Zalało mi całe serce i dumna jestem jak paw.

A poza tym kaszle nadal, plucie antybiotykiem - Bibi, kajtkowa lekarka nie przyjęła nas dzisiaj choć obiecała, świnia! I był to piękny i dobry dzień.
00:17, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 listopada 2011
starość nie radość
za nami dni cmentarne i dzień lądowania samolotu na brzuchu, oj niespodzianka dla stacji telewizyjnych, oj atrakcja.

staram się nie myśleć, że za kilka chwil mam urodziny. jestem staaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaara.

ale mam bardzo fajne dzieci. i chłopaka. i psa. i rodziców. i dużo innych fajnych znam osób. 

moja córka strasznie kaszle wprawdzie, od tygodnia. mój syn strasznie kaszle i przeklina.
 
mamo z jakie znasz brzydkie słowa?
nie znam brzydkich słów, a ty jakie znasz?
dupa, pała, kurwa mać!


100 lat!
23:34, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 października 2011
rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
I to się dzieje po prostu ot tak, znienacka. Pewnego dnia orientujesz się, że coś warczy...A potem dociera do ciebie, że twój syn wymawia przepiękne R! Najtrudniejsza z trudnych głosek wskoczyła mu nagle do buzi i jest. Pozornie nie ma Rewolucji ale chodzi o R otwierające wyrazy, to śRodkowe było wcześniej, ale openeR taki to nowość.

Poza tym borykamy się z Problemami Wychowawczymi. Z jednej strony nie uważam, żeby "grzeczność" powszechnie ujmowana była czymś więcej niż formą przewagi rodziców nad dziećmi. Z drugiej notoryczność "czarnych kropek" z zachowania w przedszkolu spadła na nas nagle i nakazała coś zrobić. Oczywiście mechanizm "to przez Maciusia", "to przez Janka" natychmiast się pojawił w naszym obozie. Odsuwam to od siebie, tłumaczę smykowi, że nawet jeśli ktoś coś to on ma własny rozum itd. Słowem smrodzę, dydaktycznie smrodzę, starając się wykazać, że człowiek nie musi jak inni, że super mieć własne zdanie, że nie zgadzam się obciążać innych odpowiedzialnością. I uważam, żeby nie podkopać autorytetu instytucji wychowującej mi dziecko przez pół dnia. Ale jaką mam gwarancję, że stygmaty (minimalne, bez ośmieszania, ale jednak) stosowane w przedszkolu są sprawiedliwe? Intuicyjnie czuję, że jUju jest lubiany, nie tylko przez piszczące "zakochany jUju" koleżanki. Zresztą pani Emilia uważa, że to dowód na pełną akceptację sytuacji, że jUju w końcu się otworzył, bla bla bla. Strzelec nazywa to dosadniej - przestał być syn nasz romantykiem stojącym 10 mcy z boku, jest mężczyzną.

oj, coś czuję, że (ależ wasz tata smrodzi) jUju będzie gagatkiem. A taki słodko- spokojny był :)

Jeszcze czytaj mamuś! terroryzuje mnie za to Bibi gdy próbuję się wymknąć po 22 z ich wyremontowanego pokoju [biały kolor naprawdę powiększa a i półki są lepszym miejscem dla książek niż parapet]. Wróciłam z koncertu, uniesiona i zła, że rodzice nie posłali mnie do szkoły muzycznej.Strasznie bym chciała usiąść w domu i zagrać i zaśpiewać i wszyscy razem!!! kurwa mać.

Bibiana pokazuje to jest łiba. A to ser. To jest dom. Uwielbia telefonicznie rozmowy - po tacie. Zadaje dużo pytań, zaczyna zawsze od litanii - a dzie jest tatuś? A dzie jest Jujuś? A dzie jest dziadzia? Po tacie!







A poza tym łapiąc czas - dwa wstrząsy medialno/ internetowe. Powielany przez wszystkie portale film "samochód rozjeżdża dwulatkę, przechodnie lekceważą umierające dziecko" [nie widziałam, straszne, po co pokazują to?] oraz śmierć Kadafiego, z detalami. Dziwny ten świat, który jest i wasz. Dziwny!
a jUju buduje wojsko. nie wiem dlaczego...
00:09, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 października 2011
karetko, karetko!
jUju pisze wiersze. Tzn. dyktuje :

policja na wieży była samotna
a złodziejka w kantorze była bardzo psotna
i przybył policjant i
walnął ją w łeb
[tu dzieci wybuchają śmiechem]

karetką, karetką

po ulicach mknie
mała na sygnale, 
czy nie widzisz jej?
nie słyszysz jej wcale?
Natęż swoje ucho
ustąp z drogi chłopcze
jedzie pomoc z daleka
bo ktoś na nią czeka.


gotuję rosół po rodzinnym i miłym towarzysko dniu. denerwuję się, jutro wybory. Od kiedy mam dzieci, wiem co to znaczy wybierać.


22:23, kaszelek1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53